Powrót do listy
Władysław Skonecki
< Zobacz poprzedniZobacz następny >

Urodzony 13 lipca 1920 roku w Tomsku (Rosja), zmarł 12 czerwca 1983 roku w Wiedniu.


Jego karierę przesunęła w czasie wojna. W zwykłych okolicznościach tenisista tego formatu już od początku gry w gronie seniorów odnosiłby coraz więcej sukcesów. On zaś, czołowy polski junior końca lat trzydziestych (podwójny mistrz Polski do lat 18 w 1938 roku), musiał odbywać spóźnioną aplikację. Zakończył ją w 1946 roku na mistrzostwach kraju w Katowicach, gdzie pokonał po zaciętej walce Józefa Hebdę. Przejął panowanie na 5 lat, aż do momentu ucieczki z Polski w 1951 roku. W tym czasie poniósł tylko jedną porażkę z krajowym rywalem. Solidnie grający poznaniak Józef Piątek wykorzystał problemy zdrowotne Skoneckiego podczas jakiegoś meczu ligowego w sezonie 1948.

Świat polskiego tenisa kręcił się wtedy wokół Jadwigi Jędrzejowskiej i niego. Nasza czołówka kursowała jednak gdzieś między Ciechocinkiem a Zakopanem, czasami wsiadała w pociąg, żeby pojechać na turniej do Pragi czy Bukaresztu. Sytuacja w dużym stopniu wynikała z biedy dewizowej. W pewnym momencie komunistyczne władze drastycznie ograniczyły wszelkie wyjazdy zagraniczne, nie tylko sportowe. Mogło to być denerwujące, zwłaszcza dla Skoneckiego, który wciąż miał duże ambicje i czuł, że stać go na więcej niż nasty tytuł mistrza kraju...

Jego popularność niebotycznie wzrosła po zwycięstwie we wrześniu 1949 roku nad Józsefem Asbóthem (mistrz Roland Garros sprzed dwóch lat) 1:6, 3:6, 7:5, 6:1, 9:7. W dodatku odniósł ten wielki sukces w finale międzynarodowych mistrzostw Budapesztu, czyli na terytorium rywala, broniąc w piątym secie trzech meczboli! Rok później pokonał w Warszawie jednego z najzdolniejszych tenisistów Europy, Szweda Svena Davidsona 13:15, 6:0, 6:4, 3:6, 6:3. Ówczesny sprawozdawca „Przeglądu Sportowego” red. Bohdan Tomaszewski (11 lat wcześniej przegrał z dwa lata od niego starszym i o głowę niższym Władkiem w finale debla MP juniorów) napisał: „Ten mecz był najpiękniejszym z rozegranych po wojnie na polskich kortach”.

I chyba te zwycięstwa ostatecznie utwierdziły Skoneckiego w przekonaniu, że może – i powinien! – rywalizować z najlepszymi o najwyższe laury. Poza tym wiatr ze wschodu przywiał pomysł przekształcenia wszystkich związków sportowych w sekcje przy Głównym Komitecie Kultury Fizycznej. W kontekście zagranicznych startów polskich tenisistów mogło to oznaczać tylko zmianę na… jeszcze gorsze.

 

Zatem w maju 1951 roku, po zwycięskim daviscupowym meczu ze Szwajcarią w Zurychu, Władysław Skonecki odmówił powrotu do kraju, czyli jak się wtedy (z zazdrością) mawiało „wybrał wolność”. I na pięć lat został wymazany z polskiego życia sportowego. Stał się człowiekiem wyklętym, zdrajcą, sprzedawczykiem, pachołkiem imperialistów... Nawet gdyby wygrał wtedy Wimbledon, nasze gazety nie napisałyby o tym ani słowa. Tylko z Radia Wolna Europa rodacy mogli się dowiedzieć o jego sukcesach na Zachodzie. A było ich mnóstwo! Wygrał dwukrotnie (1953 i 1955) prestiżowy turniej w Monte Carlo (tak, tak – ten sam, w którym w XXI wieku 10 razy zwyciężył Rafa Nadal) – wyciągnął tam mecz z Kurtem Nielsenem ze stanu 2:6, 2:6, 1:5, a później zwyciężył w finale z Jaroslavem Drobným. Doszedł do finału międzynarodowych mistrzostw Niemiec w Hamburgu (1955). Pokonywał najlepszych graczy świata, z mistrzami Wimbledonu i Roland Garros – Drobným, Budgem Pattym i Kenem Rosewallem – na czele. W sumie podczas tych pięciu sezonów wygrał 40 turniejów w singlu i drugie tyle w deblu oraz mikście.

Nazywano go „Królem Wiosny”, bo z reguły najlepiej prezentował się na początku sezonu, w imprezach na Riwierze. Widywano go tam zresztą nie tylko na kortach, ale i w… kasynach, bo jego słabość do hazardu była powszechnie znana. Był królem życia i zapalonym karciarzem, ale już kieliszek tylko podnosił do góry, wznosił toast, a później odstawiał i tak potrafił przesiedzieć całą noc. Znajdował się w pobliżu raczej dla towarzystwa i do budowy nastroju. Wiadomo też, że wciągały go również dancingi i pociągały piękne kobiety... Dziś bulwarówki wysyłałyby za nim paparazzich i szukały sensacji w nieprofesjonalnym podejściu do pracy. Bo na przykład przed ważnym występem w Sopocie bawił się do rana w hotelu Grand, a potem szedł wykąpać się w morzu. Teoretycznie w ogóle nie powinien wychodzić później na kort, a jednak wracał tam i wygrywał. Po mizernej lub wręcz żadnej regeneracji...


Do Polski wrócił w 1956 roku, gdy nastała Gomułkowska odwilż. Miał już 36 lat, ale pograł jeszcze blisko dekadę, choć nigdy już nie odniósł zwycięstwa w letnich mistrzostwach Polski. Przegrywał najpierw z Andrzejem Licisem, a potem z Wiesławem Gąsiorkiem. Jednak w halowym czempionacie wciąż potrafił zwyciężać dużo młodszych rywali. W 1961 roku pokonał w finale Gąsiorka, odwracając beznadziejną dla siebie sytuację – pierwszy set 1:6 i wysokie prowadzenie rywala w drugim. Swoje ostatnie dwa tytuły mistrza Polski – 25. i 26., licząc łącznie w trzech konkurencjach latem i zimą – zdobył klika miesięcy przed 45. urodzinami: ustrzelił singlowo-deblowy dublet pod dachem.

 

„Dziekan” – bo tak go nazywano, i z racji wieku, i dlatego, że zawsze sprawiał wrażenie, iż dużo wie… na każdy temat – do swych najwspanialszych tenisowych lotów zrywał się głównie w Pucharze Davisa. W 1957 roku przyszło mu się zmierzyć na Torwarze (lodowisko dużym kosztem zmieniono w kort ziemny – jedyna w historii polskiego tenisa powtórka takiej operacji nastąpiła dopiero 56 lat później, w tej samej hali na mecz z Australią) z jednym z najlepszych tenisistów świata, Chilijczykiem Luisem Ayalą. Niezmordowanym, walecznym Indianinem, który w późniejszych latach dwukrotnie awansował do finału na Roland Garros. Niespełna dwa tygodnie przed tym pojedynkiem Polak miał poważny wypadek drogowy. Jadąc swoim słynnym niebieskim chevroletem zderzył się z motocyklistą pod Ostrowią Mazowiecką. Samemu tenisiście nic się nie stało, ale mocno ucierpiała jego żona, którą samolotem przewieziono do szpitala w Warszawie. W tych trudnych dla niego okolicznościach Skonecki potrafił zachować koncentrację i rozegrać z Ayalą jeden z najlepszych pojedynków w karierze. Wygrał 3:6, 9:7, 6:4, 8:6, a „Przegląd Sportowy” pisał: „Sposób, w jaki dokonał tego niezwykłego wyczynu, ofiarność, jaką wykazał, walcząc na zdawałoby się straconej pozycji, jego dążenie do przełamania własnej słabości w chwilach dramatycznej, 2,5-godzinnej walki i nieoczekiwane zwycięstwo nad młodszym o 13 lat przeciwnikiem, przywracają mu w kraju pozycję, którą miał przed laty”. Na to, że dołożył jeszcze w tym spotkaniu zwycięski dla Polski punkt w pojedynku ze słabszym z Chilijczyków, mało kto już zwrócił uwagę…

Czy to właśnie podczas meczu z Ayalą ktoś z trybun krzyknął: „Władziu, ratuj!” (przywołał ten okrzyk Bohdan Tomaszewski w którejś ze swoich opowieści)? I Władzio ratował jeszcze reprezentację w spotkaniach z Meksykiem (zwycięstwa nad Mario Llamasem i Pancho Contrerasem) oraz Brazylią (wygrane z Ronaldem Barnesem i Carlosem Alberto Fernandesem). Z turniejowych sukcesów trzeba wymienić ten z 1958 roku, gdy Skonecki zamiast na Roland Garros pojechał do Berlina, bo tam główną nagrodą był złoty zegarek... Polak w finale pokonał Szweda Svena Davidsona, który też zrezygnował wtedy ze startu w Paryżu. W 1961 roku 41-letni „Dziekan” został jeszcze międzynarodowym mistrzem Czechosłowacji, wygrywając z czołowym europejskim tenisistą, Jiřim Javorským.

Trzy razy znalazł się w gronie laureatów Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na 10 Najlepszych Sportowców Polski danego roku – w 1948 na 10. miejscu, w 1950 na 3., a w 1953 – 9. Z tym ostatnim wyborem wiąże się jedna z najciekawszych historii w dziejach prestiżowego plebiscytu najstarszej polskiej gazety sportowej. Bardzo prawdopodobne, że to właśnie jego sukcesy sprawiły, iż ówczesne władze nakazały redakcji odwołanie dokonywanej przez czytelników elekcji, w obawie, że wyklęty przez nie tenisista znajdzie się na wysokiej pozycji czy nawet wygra głosowanie. Lukę wypełniono dopiero po 35 latach, a wstecznego wyboru „dziesiątki” dokonano drogą ankiety w gronie fachowców.

 

Jak grał? Nie miał nawet metra siedemdziesięciu, ale potrafił wygrywać z wyższymi o głowę. Tadeusz Nowicki, który jako junior podpatrywał Skoneckiego, opowiada: „Mówiło się, że nie ma serwisu, ale on tak plasował podanie, że to była jego mocna broń. Praca nóg bez zarzutu. Wprost płynął po korcie. Miał cudowną zdolność przewidywania, gdzie zagra rywal. Bekhend – marzenie... Przy uderzeniu brał tak obszerny zamach, że przeciwnik nie widział rakiety. Z forhendu uderzał płasko, potrafił zawsze zagrać szybką i dokładną piłkę. Do siatki chodził rzadko, ale woleje nie sprawiały mu kłopotu”. Młodszy o pokolenie Nowicki zdążył jeszcze poodbijać trochę piłek ze Skoneckim, gdy ten pracował już jako trener w tym samym klubie, MKT Łódź. I gdy wychodzili na kort, to po chwili słyszał: „No co ty robisz?! Dlaczego grasz tam, gdzie ja jestem? Graj tam, gdzie mnie nie ma!”.

 

W 1965 roku Władysław Skonecki wyjechał do Wiednia. Legalnie, za zgodą władz PRL. Kontrakt trenerski w Austrii załatwił mu ówczesny szef wyszkolenia PZT, Stanisław Szczukiewicz. Do Polski już nigdy nie wrócił. Zachorował na raka i zmarł przedwcześnie w 1983 roku, w wieku 63 lat. Został pochowany na cmentarzu w wiedeńskiej dzielnicy Ottakring. Przy okazji setnej rocznicy Jego urodzin (był rok starszy od PZT) zawiązała się inicjatywa, by sprowadzić prochy do kraju, ale na razie nic z tego nie wyszło…

 

W tenisa grał także jego dwa lata młodszy brat stryjeczny, Henryk, w latach 1948–1950 i 1955–1959 klasyfikowany w czołowej dziesiątce kraju. Razem zdobyli mistrzostwo Polski w deblu w 1957 roku i grali w drużynie CWKS/Legia Warszawa, która seryjnie wygrywała ligę (DMP).

Na podstawie będącej w przygotowaniu biografii Władysława Skoneckiego autorstwa Andrzeja Fąfary

  


Kluby: WiMa Łódź, ŁKS Łódź, Pogoń Katowice, Cracovia, Legia/CWKS Warszawa, MKT Łódź.

Trenerzy: ???

 

W pierwszej połowie lat 50. klasyfikowany w czołowej piątce rankingu tenisistów europejskich.


Australian Open: nigdy nie wystąpił.

Roland Garros – singiel: 2 razy 1/8 finału (1953 i 1955); 3 razy 1/16 (1951, 1954 i 1961); 1 razy 1/32 (1952).

Wimbledon – singiel: 3 razy 1/16 finału (1947, 1951 i 1955); 2 razy 1/32 (1953 i 1959); 5 razy 1/64 (1949, 1952, 1957, 1958 i 1961).

US National – singiel: 1/16 finału (1962).


Wygrane turnieje międzynarodowe: ponad 40 – m.in. Sopot (1948, 1958 i 1960), Cannes (1949 i 1955), Budapeszt (1949 i 1957), Bukareszt (1950), Grenoble (1951), Karaczi (1951 i 1952), Lahore (1952), Barcelona - Da La Salud (1952), Villars (1952 i 1953), Lozanna (1952), Lugano (1952), Grenoble (1952), Barcelona - Int. Christmas (1952), Walencja (1953), San Remo (1953), Monte Carlo (1953 i 1955), Gstaad (1953), Ortisei (1953), Cortina d’Ampezzo (1953), Pau (1953), Paryż - Coupe Porée (1953), Casablanca (1953), Rabat (1953), Tanger (1953), Paryż - Coupe Gillou (1954), Stambuł (1954), Allahabad (1955), Trivandrum (1955), Colombo (1955), Beaulieu (1955), Nicea (1955), Wiedeń (1955), Londyn - British Covered Court Championships (1955), Sao Paulo (1955), Dubrownik (1957), Berlin (1958), Bad Kissingen (1958), Guilford (1961), Praga (1962).


Puchar Davisa: 1947, 1950, 1951 i 1956–1962; 21 spotkań, 26 zwycięstw / 20 porażek – singiel 23/13, debel 3/7.


Zwycięstwa nad zawodnikami światowej czołówki: József Asbóth, Luis Ayala, Jaroslav Drobný, Sven Davidson, Jiři Javorský, Kurt Nielsen, Alfred Huber, Ramanathan Krishnan, Budge Patty, Ken Rosewall, Ion Țiriac.

 

Klasyfikacja PZT: 2. (1945), 1. (1946–1950), 2. (1956), 1. (1957–1959), 2. (1961, 1962), 3. (1963).

Tytuły mistrza Polski (bez MMP): 26.

Narodowe MP – singiel: 5 razy zwycięzca (1946–1950) oraz 6 razy finalista (1945, 1956, 1957, 1959, 1961 i 1962); debel: 9 razy zwycięzca (z Józefem Hebdą 1945 i 1947, Włodzimierzem Olejniszynem 1946 i 1950, Ksawerym Tłoczyńskim 1947, Henrykiem Skoneckim 1957, Bogdanem Maniewskim 1961 oraz Wielisławem Nowickim 1963 i 1964) oraz 2 razy finalista (ze Zbigniewem Bełdowskim 1949 i Janem Radzio 1956); mikst: 2 razy zwycięzca (z Jadwigą Jędrzejowską 1949 i 1950) oraz 4 razy finalista (z Heleną Szeraucówną 1945 i 1946, Marią Rudowską 1947 i J. Jędrzejowską 1957).

Halowe MP – singiel: 7 razy zwycięzca (1951, 1957, 1959–1961, 1964 i 1965) oraz finalista (1962); debel: 3 razy zwycięzca (z Hebdą 1951, W. Nowickim 1964 i Wiesławem Gąsiorkiem 1965) oraz 2 razy finalista (z Maniewskim 1959 i Józefem Orlikowskim 1962).

Międzynarodowe MP – singiel: 3 razy zwycięzca (1946, 1948 i 1949); debel: 4 razy zwycięzca (z Ferdinandem Vrbą CSRS 1948, K. Tłoczyńskim 1949 oraz Jiřim Javorskym CSRS 1958 i 1961), 2 razy finalista (z Olejniszynem 1946 i W. Nowickim 1964); mikst: 3 razy zwycięzca (z Szeraucówną 1946 oraz J. Jędrzejowską 1948 i 1949), 2 razy finalista (z Olgą Miškovą CSRS 1947 i J. Jędrzejowską 1958).


Powrót do listy